Benefis Bronisławy Betlej [ZDJĘCIA]

0
1574

„Dzisiejszy wieczór poświęcony będzie zadumie. Jak możemy nazywać ludzkie życie? Czy da się je zmierzyć? (…) Składa się bowiem z chwil, godzin, dni, miesięcy, lat. Spróbujmy tę miarę czasu zamienić na miarę odległości i załóżmy ze 1 dzień jest 1 krokiem. Wówczas odległość, którą pokonamy możemy nazwać drogą. Drogą życia. A Jeśli każdy z tych dni wypełniony będzie mnóstwem z maestrią dobranych myśli – jak możemy to nazwać? A jeśli każdego dnia i niemal na każdym kroku rodzą się rzeczy piękne – to jak możemy to nazwać? Możemy to nazwać przy pomocy dwóch słów: Bronisława Betlej” – tymi słowami rozpoczął się magiczny wieczór dedykowany Pani Bronisławie Betlej.

Sala Gminnego Ośrodka Kultury w Jedliczu była 12 grudnia br. miejscem pełnym niepowtarzalnych, artystycznych uniesień. Poezja bohaterki wieczoru Bronisławy Betlej przeniosła zgromadzonych w świat duchowych doznań. Nie brakowało chwil refleksji i wzruszenia jak również radości i uśmiechu. Na zaproszenie Burmistrz Jolanty Urbanik w benefisie znamienitej jedlickiej poetki uczestniczyła rodzina artystki, przyjaciele, znajomi, przedstawiciele świata kultury, nauki, władz samorządu lokalnego oraz liczna grupa gości. Szczera rozmowa prowadzącego benefis Zygmunta Jerzyka z Bronisławą Betlej wzbudziła wśród przybyłych wiele emocji.

ZJ: Pytanie, które chciałbym zadać na wstępie dotyczyć będzie pierwszej dekady życia, czyli wczesnego dzieciństwa. Wiadomo, że po blisko osiemdziesięciu latach w pamięci pozostają jedynie fragmenty czy nawet drobne wycinki tamtego beztroskiego czasu. Co Pani najmocniej rysuje się w obrazach czy zdarzeniach tego początkowego okresu życia?

BB: Dzieciństwo to smutne wydarzenia. Przede wszystkim śmierć matki. Od ciotki otrzymałam spartańskie wychowanie i chyba wyszło mi to na dobre.

ZJ: To nie jest tak, że media podają np. taką informację: Wczoraj w Krakowie przyszedł na świat światowej sławy artysta…., nikt artystą nie jest od urodzenia. Pani też nie od zawsze była poetką. Najpierw była praca zawodowa, potem połączenie tej pracy z twórczością, a dopiero później poświęcała się Pani tylko poezji. Kiedy Pani zaczęła pisać w ogóle, kiedy na poważnie i w końcu kiedy poczuła powołanie? Czy człowiek staje się poetą czy poetą się mimo wszystko rodzi, choć rzecz jasna nie od razu zaczyna tworzyć?

BB: Okupacja zabrała mi dzieciństwo. Szybko dojrzałam, obserwowałam świat. Mój kontakt ze sztuką zaczął się od malowania. Zachwyt wzbudzały kaczeńce na łące. Lubiłam malować. Mój nauczyciel zauważył to i wysłał moje prace na konkurs. Dostałam się na Akademię Sztuk Pięknych. Niestety ciotka nie pozwoliła mi na podjęcie studiów, gdyż „nie chciała mieć w domu artystki”. Za namową koleżanki udałam się do Krosna i tak rozpoczęła się moja przygoda z poezją.

ZJ: Pani Bronisławo, czy Pani dokucza samotność?

BB: Jestem samotna od dziecka. Jest to bardzo przykre. Dokucza mi brak męża. Czasami myślę, że wyszedł tylko na chwilę i zaraz wróci. Staram się tak organizować swoje zajęcia, by nie mieć czasu na samotność. Piszę, maluję, wycinam i dużo czytam.

ZJ: Na drugą dekadę życia przypada okres II Wojny Światowej. Jest Pani Członkiem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej i jak sama Pani czasem mówi „w życiu nigdy się nie poddaję, bo ciągle jestem żołnierzem”. Ale przecież, gdy wybuchła wojna miała Pani 11 lat. Gdy dobiegła końca – 16, czyli też niewiele. Czy w takim wieku można być żołnierzem, partyzantem, brać udział w działaniach zbrojnych?

BB: W czasie wojny i okupacji młodzi ludzie byli dojrzali i bardzo odpowiedzialni. Dzieci roznosiły ulotki, gazetki i meldunki. W domu otrzymałam patriotyczne wychowanie. Wzorem postępowania byli dla mnie oficerowie wojska. Podczas okupacji pełniłam funkcję łączniczki. Byłam harcerką. Ogromnym przeżyciem dla mnie była przysięga harcerska składana „na wierność Ojczyźnie”

ZJ: Wiem, że najczęściej pisze Pani porankami. Czy zimową porą, tak jak teraz, gdy noc jest długa, czeka Pani świtu czy zaczyna tworzyć jeszcze w mroku?

BB: Czasem muza przysiądzie na brzegu łózka, a czasem nie. Najpiękniejszą rzeczą jaka może przydarzyć się staremu człowiekowi to możliwość oglądania świata przez pryzmat poezji.

ZJ: Jest Pani osobą głęboko wierzącą. Koresponduje Pani z papieżami. Zaczęło się od listów do Jana Pawła II, ale przecież była też wymiana korespondencji z Benedyktem XVI, czy obecnym papieżem Franciszkiem. Moje pytanie będzie jednak dotyczyć sfery bliskiej sercu… Pani Bronisławo, jak się Pani modli? Czy jest to recytacja powszechnie znanych modlitw, czy jakaś osobista rozmowa z Bogiem?

BB: Piszę to, co czuję i uważam, że taki dialog z Panem Bogiem jest najlepszy. Znajduję wtedy posłuchanie u Niego i jest po prostu ze mną. Napisałam tysiące wierszy o tematyce religijnej. Jeżeli człowiek jest samotny i modli się do Boga to wydaje mu się, że ktoś jest z nim.

ZJ: Życie ludzkie nie jest jednakowe przez cały czas… Głównie składa się z chwil zwyczajnych, ale są również chwile radości, smutku, uniesienia czy nostalgii, a nawet momenty przygnębienia. Z większą mocą dotyczy to artystów, bo artysta przecież więcej widzi, więcej słyszy, a przede wszystkim więcej czuje. Pani Bronisławo, czy Pani czasem płacze?

BB: Często. Nie wypieram się. To jest chwila, która jest moja. Jest ukryta. Jestem wtedy sama. Tego nikt nie widzi. Staram się być pogodnym człowiekiem, żeby wszyscy wokół mnie czuli się szczęśliwi. Bo szczęście jest ulotne. Malutkie szczęście czasami jest większe – bo jest bardziej trwałe.

ZJ: Nie jest odkrywczym stwierdzenie, że miłość jest w życiu czymś niezwykle istotnym. W zasadzie większość z nas przez całe życie coś bądź kogoś kocha. Nieraz o skali tej miłości przekonujemy się dopiero kiedy coś się skończy, jak kogoś zabraknie. A jak wszyscy wiemy miłość może mieć bardzo różne oblicza. Pani Bronisławo, jakie oblicza ma miłość w wieku 88 lat?

BB: Miłość jest jak kwiat, który usycha bez słońca. Każdy powinien kochać i każdy powinien być kochany.

ZJ: Czy słowa poety pochodzą z serca, duszy czy z rozumu? Skąd biorą się myśli przelewane na papier? Czy przychodzą same, czy trzeba je wygrzebywać z zakamarków duszy, serca bądź umysłu? Ktoś powiedział, że „Tylko nieliczni ludzie noszą duszę za pazuchą. I ta dusza ciągle utrudnia im życie”. Czy w Pani przypadku właśnie tak jest?

BB: Trudno rozdzielić rozum serce i duszę, bo poezja opiera się na wszystkich trzech. Serce – żeby kochało, i pisało wzruszenie, dusza – żeby śpiewała jak psalmista, a rozum – żeby za dużo nie bujać w obłokach.

Podczas uroczystości Pani Bronisława Betlej została odznaczona srebrnym medalem 35-lecia Stowarzyszenia „Związek Żołnierzy Wojska Polskiego”, który wręczył płk Józef Mroczka – Prezes ZWZ Żołnierzy Wojska Polskiego. Klimat wieczoru stworzyły utwory Bronisławy Betlej w aranżacji zespołu Moria, koncert grupy gitarowej ze Szkoły Muzycznej w Krośnie oraz recytacje młodych artystów z II LO w Krośnie, którym akompaniował znany muzyk Antoni Tełewiak.

„Od 68 lat jestem w Jedliczu – posadziłam malutkie drzewko lipowe i wrosło korzeniami w tę ziemię. Ja też wrosłam w tę ziemię. Przeżyłam tu szczęście, miłość, smutek – wszystko, co było związane z ludzkim losem. Znalazłam szacunek, uznanie, wychowałam trójkę dzieci. Mam wnuki, prawnuki. Czuję się szczęśliwa” – wyznała Bronisława Betlej.
Jestem dumna z mojej mamy… Jest dla mnie inspiracją – mówiła córka Elżbieta.

– Proszę przyjąć podziękowania od mieszkańców naszej gminy. Gdy na tym świecie ludzie marnują czas dla słów, które ranią – Pani poświęciła życie, by dać nam słowa które leczą – podziękowania złożyli Burmistrz Jolanta Urbanik i Przewodniczący Rady Miejskiej Piotr Woźniak.

 

Starosta Jan Juszczak wraz z Przewodniczącym Rady Powiatu Krośnieńskiego Edwardem Nowakiem
Życzenia i gratulacje składa profesor Czesław Rybicki

(ug)

PODZIEL SIĘ

Dodaj komentarz

avatar
Kliknij w ikonkę poniżej, aby dodać zdjęcie
 
 
 
Kliknij w ikonkę poniżej, aby dodać film
 
 
 
Other File Types
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o